piątek, 5 lipca 2013

{009}


Drżącą dłonią kreśliłam niezidentyfikowane znaki na pokrytej parą szybie. Martwiłam się o Anastazję mimo tego, iż incydent z Harrym pozostawił w moim sercu bolesne rozdarcie. Jednak rozważając wszystko od początku jestem w stanie przyznać, że Anastazja tak właściwie nie jest temu winna. Nie wiedziała o Harrym i o tym co do niego czuje. Wybaczyłam jej, choć tak naprawdę nie miałam za co być na nią wściekła. Ona powiedziała mi coś o sobie, otworzyła się przede mną. Może pod wpływem impulsu, ale co z tego? Ja wiedziałam o Zaynie, tym czasem ona nie znała mnie w ogóle. Pozostawałam tą nieodgadnioną i było mi to na rękę, oczywiście do pewnego momentu. Mam nadzieję, że domyślacie się którego, ponieważ ja nie mam ani ochoty, ani siły aby przywoływać wizję, łamiącą moje serce na kawałeczki wielkości jednego nanometra. Ból i cierpienie samoistnie wybuchają w moim ciele. Mój umysł jest swoistego rodzaju hipocentrum, natomiast serce epicentrum, gdzie spazmatyczne wstrząsy rozpaczy odczuwam najsilniej. Pędząc ulicami Londynu z zawrotną prędkością, jestem w stanie powiedzieć jedynie o wewnętrznym rozdarciu. Próbuję oswoić się z myślą, iż kocham Harrego, całkowicie ufam Zaynowi i żal mi Annie. Nie zasługuje na katusze które ją spotkały. Jest ładna, błyskotliwa i mądra, w przeciwieństwie do mnie. Dochodzę do wniosku, że to ja powinnam zajmować jej miejsce.  Może wtedy, chociaż raz w życiu ktoś by się mną przejął. Okropna, brzydka, wredna egoistka. Takie jest moje prawdziwe oblicze. Tyle, że wbrew pozorom ja również posiadam coś takiego jak uczucia i czasem potrzebuje bezinteresownej miłości. Niestety nie otrzymałam jej w życiu nawet od ludzi, którzy mnie poczęli. Wyrządzili wiele zła, więc po śmierci moja dusza nadal odrzuca chęć przebaczenia. Wiem, że jestem niewdzięczna i obrzydliwa. Zdaję sobie sprawę z zaburzeń osobowości, które co dzień nękają mnie w większym stopniu. Kropelki cieczy moczące moje policzki i zarzuconą na wczorajszy strój bluzę jednego z chłopców, upewniają mnie w fakcie ,iż jestem słaba co ukrywam pod tak dobrze mi znaną maską obojętności.
Drzwi od strony pasażera otworzyły się, wraz z czym w moją twarz uderzyła fala zimnego, przepełnionego wilgocią powietrza. Silna dłoń Harrego pomogła mi wydostać się z auta. Kiedy chłopak miał okazję przyjrzeć się mojej twarzy z bliska, zobaczył iskrzące się w oczach łzy, które za wszelką cenę próbowałam ukryć. Haz miał w zamiarach przyciągnąć mnie do swojego torsu, jednak mu na to nie pozwoliłam. Założyłam na głowę kaptur i szybkim krokiem ruszyłam w stronę głównego wejścia prowadzącego do wnętrz szpitala. Pierwsza rzecz która rzuciła mi się w oczy, to postać opierającego się o ścianę czarnowłosego. Uniósł swoją bladą twarz, słysząc dźwięk automatycznie otwieranych drwi i spojrzał mi prosto w oczy. Nic nie mówiąc, wtulił się w moje ciało. Nie odepchnęłam go pozostałam z nim w uścisku, potrzebował tego. Możecie nazwać mnie również egoistką, ale jedyne, co mieszało mi teraz w głowie było uczucie palącego wzroku Harrego, które natomiast wywołało kolejną porcję łez. Nie chciałam go odrzucać, jednak wiem że on powinien być z kimś lepszym. Przede wszystkim z kimś normalnym.
*
Z premedytacją kopnęłam w zdradziecki automat sporządzający kawę, czy jak kto woli, herbatę. Moje ciało domagało się kofeiny w trybie natychmiastowym. Cholerstwo zżarło pieniądze, a po tym co mi się należy nie ma śladu. Parę razy uderzyłam jeszcze w metalową powierzchnię, aby okazać frustrację, która się we mnie kryła. Chwilę zajęło mi pojęcie, że i tak nic z tego. Odwróciłam się z rozmachem, zaciskając dłonie w piąstki. Przeszłam, najwyżej z 20 metrów kiedy to zatrzymał mnie czyjś głos ociekający jadem, a może to była kpina? -Jaka złośliwa, pewnie dobra w łóżku.- zaśmiał się szyderczo. Miałam zamiar ruszyć dalej nie zaszczycając tego chłopaka, kimkolwiek był, nawet jednym spojrzeniem. Pokrzyżował mi plany kontynuując-Zagadka rozwiązana, już wiem czemu Harry rozpaczliwie chce zatrzymać cię przy sobie.- zawróciłam gwałtownie. Na te słowa się we mnie zagotowało. Pieprzony Tomlinson.- A mi się wydaje, że nie każdy jest takim chujem jak ty.-posłałam mu szeroki uśmiech. Nie znam Louisa, zatańczyłam z nim najwyżej z dwa razy pod wpływem dużej ilości alkoholu i na tym właściwie kończy się nasza zażyłość.-A mi sie jednak wydaje, że Harry zalicza się do tej grupy. Przecież to ja jestem jego przyjacielem i to mnie się zwierzał. Jeśli nie chcesz być, kolejną dziewczyną ze złamanym sercem lepiej uciekaj do swojej wsi.
-Nic o mnie nie wiesz więc łaskawie przestań się wtrącać i spierdalaj z moich oczu, jasne?- lodowaty wzrok utkwiłam w jego pustych tęczówkach- Nie znasz ani mnie, ani mojej historii i tak pozostanie. Nie wiem po co przetransportowałeś tu swój bogaty tyłek. Chciałeś mi wcisnąć gadkę wyssaną z palca?- skrzyżowałam ręce na piersiach, przenosząc cały ciężar ciała na prawą stopę.
-Och.-położył rękę na sercu fałszywie wzdychając- Ty skarbie-w tym momencie skierował palec w kierunku mojej sylwetki- jesteś tylko przypadkiem. Chciałem zobaczyć się z Anastazją, nie mówiła ci że jest ze mną blisko?- przerwał, niby czekając na odpowiedź, jednak tak naprawdę nie dał mi szansy na wypowiedź-  No tak nie miałaś okazji, ponieważ  byłaś przez cały ten czas pionkiem w grze Harrego.- uniosłam brew lustrując, jego twarz wypraną z jakichkolwiek emocji. Podsumowując, miał chłodny stosunek do wszystkiego i wszystkich.- Zaraz Zayn i Haz dowiedzą się, jakim ziółkiem okazuje się być pozornie nieśmiała Anastazja.- w ustach Louisa imię dziewczyny brzmiało, niemal jak obelga. Wzdrygnęłam się, zastanawiając nad tym, co mam właściwie powiedzieć, przecież nie miałam bladego pojęcia o czym mówił i czy jego słowa mają w sobie coś z prawdy.
-Nie wierzę, w ani jedno pieprzone słowo i dopilnuje by w twoje intrygi, nie został wplatany nikt inny. Nie wiem kim jesteś i nie chcę wiedzieć. Co chcesz osiągnąć, nieszczęście osób trzecich?- zwróciłam uwagę na czubek czarnego vansa chłopaka wiercącego przysłowiową dziurę w podłodze. Odrzucając to w niepamięć, kontynuowałam - Żebyś już nie czuł się w krainie bólu, samotny?- odeszłam pozostawiając go z zagubieniem wypisanym na twarzy. Nogi niosły mnie w nieznanym jak dotąd kierunku. Na panującą sytuację jestem wręcz uosobieniem spokoju. Niepodobne. Jeden krok, wspomnienie, drugi krok, drugie wspomnienie,  trzeci krok, trze... Męska dłoń zacisnęła się na moich ustach, chciałam krzyczeć, ale zostało mi to uniemożliwione. Głowa przepełniona milionem czarnych scenariuszy, mogłaby stać się inspiracją niejednego z pisarzy. Zabójca, porywacz czy inny pedał jakoś mało brutalnie, przyciągnął mnie do siebie i w takiej oto pozycji, wepchnął mnie do damskiej toalety. Co było pierwszą myślą Lilian? Dobrze, że nie do męskiej bo  śmierdziałoby zgniłym moczem mamuta, jak to zawsze w szpitalnych łazienkach zwłaszcza w tych należących do płci męskiej. Druga myśl Lilian? Jestem popieprzona, lekko mówiąc. Ktoś prawdopodobnie, zaraz mnie zgwałci lub uprowadzi, tymczasem ja debatuje na temat męskich kibli. Boże, tworząc eksperyment, w mojej postaci chyba nie myślałeś trzeźwo. Trzecia myśl Lilian? Ogarnij się idiotko, to tylko Harry. Jego zapach przyćmił nawet ten przeterminowanego środka czyszczącego. Mocnym ruchem zrzuciłam jego rękę i obrzuciłam go oburzonym spojrzeniem.- Styles czy ty jesteś niepoważny?- wywrócił oczami, a ja miałam ochotę przybić mu piątkę tyle, że w twarz.-Nie musisz odpowiadać chętnie cię wyręczę. Jesteś idiotą dupkiem, frajerem...
-Kochanie wiem, że najchętniej zrównałabyś mnie z ziemią, ale przełóżmy to na kiedy indziej.-uśmiechnął się szelmowsko ukazując, te swoje cholernie słodkie dołeczki w policzkach. Zirytowałam się na tak wielką skalę że z pewnością przekroczyłabym limit gdyby takowy istniał.-O co ci chodzi do cholery? Albo, wiesz co jednak zmieniłam zdanie i nie chce wiedzieć- uniósł brew i zaśmiał się pod nosem.-To ci powiem skarbie, znaczy pokaże. Wybacz mi- posłał mi kolejny z serii ‘zawadiackich wyszczerzów’- Możesz jaśniej, bo twoje wypowiedzi są, na poziomie wróżki Hermenegildy, mówisz jak jakaś pierdzielona zagadka, Styles. Niby co mam ci wyba...?- zamknął mi usta pocałunkiem. Jego wargi wzniecają ogień, niezliczoną ilość płomieni, które parzą mnie niczym rozżarzone węgle. Byłam zakręcona, ale nie tyle by nie oddać mu pieszczoty. Pogłębiał nasz pocałunek jednocześnie zjeżdżając dłońmi na dolną partie moich pleców, moje ręce automatycznie powędrowały, ku jego włosom, dłonie Harrego zataczające koła, moje ręce wplątane w loki chłopaka. Daliśmy upust emocjom i w tym samym momencie jęknęliśmy. Sprytny, wykorzystał moment i wkradł się swoim językiem wewnątrz mojej buzi. Zresztą i tak bym szczególnie, nie protestowała gdyby zdarzyło się to w innych okolicznościach. Dwa narządy, współgrające ze sobą w idealnej harmonii, pracowaliśmy ciężko, aż do utraty tchu. A, gdy już go utraciliśmy nadal prowadziliśmy bitwę o śmierć i życie. Stawiam na pierwsze, zważając na to, iż to co ze mną wyprawia zwala z nóg, dosłowniej zabija. Walczyliśmy, my po prostu walczyliśmy. Dłonie Harrego znalazły sobie ulubione miejsce na moich pośladkach, a gdy ścisnął je niespodziewanie wydałam z siebie pisk, wbijając paznokcie w odkrytą skórę jego ramion. Nie pytając o zdanie, (bo właściwie jak miał to zrobić)uniósł moje nogi, które byłam zmuszona opleść wokół miednicy. Zacieśnił uścisk dłoni na udach i tak przybił mnie do gładkiej tafli lustra, bez krztyny łagodności. Huk. Kawałki szkła, tworzące wokół nas chorą scenerię. Jestem pewna, że gdyby nie materiał bluzy moje plecy byłyby zmasakrowane. Harry usadził mnie na brzegu umywalki, dosłownie zrzucając ze mnie okrycie. Wodził nosem po mojej szyi podnosząc mi ciśnienie, kiedy zaczął składać na niej mokre pocałunki, osiągnęłam apogeum pożądania. Przycisnęłam brutalnie swoje usta do jego warg, nie prosząc o przyzwolenie. Całowałam go zachłannie, a on dokładał od siebie pasji. Byłam na skraju, wiedziałam że go pragnę, a on pragnie mnie ale musiałam nas powstrzymać. Czemu nas? Bo on, już stracił kontrolę. Odepchnęłam go na tyle mocno, na ile byłam w stanie sprzeciwić się sobie i swojemu umysłowi. Łapałam powietrze łapczywie, jakby była to ostatnia dawka tlenu, którą zostanę obdarzona.- Harry-haust powietrza- nnnie mogę ttak- haust powietrza-nie to miejsce-haust powietrza- nie ten czas-wybacz mi, że Cię kocham-haust powietrza, kaszel, haust powietrza, duszący kaszel. Powiedziałam to. To.nie.tak.miało.być. Koniec, mój koniec.-Też cię kocham, bardzo. Ale widocznie mi nie ufasz.-odwrócił się na pięcie i trząsnął wejścio-wyjściowymi drzwiami. Zostawił mnie, tak  zwyczajnie. Łzy bólu zalśniły, na moich policzkach. Zeskoczyłam z umywalki, biegłam potykając się o własne nogi, przebiegłam obok Harrego. Obok Zayna. Obok Louisa. Słyszałam po drodze komentarze ludzi ,,to nie telenowela, tylko szpital'', czułam zdziwione spojrzenie Zayna, czułam pogradliwy wzrok pielęgniarek. Jednak teraz nic się nie liczyło.  Chciałam uciec jak najdalej, jednocześnie pozostając blisko. Czułam, że siły mnie opuściły. Upadłam na kolana, mokry beton ranił moje kolana. I tym razem nawet deszcz, nie pozwolił na bezpłatny kamuflaż uczuć.
*
Chwiejnym krokiem, ruszyłam w stronę placówki medycznej. W końcu, przyszłam tu dla Annie i tak po prostu nie potrafiłam jej zostawić. Nie jestem tak obojętna wobec każdego jak Harry. Zabawne. Nigdy nie powiedziałabym, że coś takiego jak empatia będzie szło w parze ze mną, znaną jako zimną sukę, Lilian Sanchez. Właściwie to stara opryskliwa, Sanchez powoli mnie opuszcza. Wolałam trzymać się tamtej siebie. Maska zimnej laski, była jak koło ratunkowe. Ciągłe dogryzanie i ośmieszanie ludzi pozwalało zapomnieć choć na chwile o przytłaczających problemach. Ale mam w planach przywrócić swoją, wręcz perfekcyjnie odgrywaną rolę. Zanikałam codziennie coraz bardziej, te kilka dni z mojej perspektywy wydają się być miesiącami, przez które diametralnie się zmieniłam. Jednak niedługo powrót do Polski, studia, nowe obiekty drwin. Z pewnością odżyję. Na tą myśl, na moje usta wpełzał nikły uśmieszek. Zadziwiające, nie tak dawno jeszcze byłam kompletnie załamana. Pozbierałam się naprawdę szybko. Tak… tak właśnie, która jest godzina? Spojrzałam na wyświetlacz komórki. Zszokowana tym co zobaczyłam, upuściłam telefon na ziemię. W wyobraźni już słyszałam dźwięk pękającego szkła i delikatnej, granatowej obudowy. Zamknęłam oczy na kilka sekund, gdy ponownie je otworzyłam, komórka widniała przed moimi tęczówkami, w męskiej dłoni.- Dziękuję- wysiliłam się na neutralny ton. Złapałam Samsunga w dłoń i już miałam się oddalać. Jednak zawsze jest jakieś ale…-Kto by pomyślał, moja Lil powiedziała ‘dziękuję’, chyba zapiszę to w pamiętniku, pomijając, że go nie mam. Bo po co facetowi dziennik?- paplał jak najęty, nie zważając na to że nie widzieliśmy się około trzy lata.- A ja myślałam, że w tym wieku będziesz już gadał jak na dorosłego człowieka przystało- ukazał idealnie białe uzębienie w szerokim uśmiechu.- Przeliczyłaś się kochanie. Ale, ustatkowałem się, nawet mam dziewczynę.- wypiął dumnie pierś na co zaśmiałam się lekko.- Nazywa się Jase i pracuje jako ochotniczka w tym, oto szpitalu.- pociągnęłam go za rękę w tamtą stronę wypowiadając dobrze znane naszej dwójce słowa- No to komu, w drogę temu czas.